Umówiliśmy się z Łukaszem na przejażdżkę po Wrocławiu. Taki krótki wypad.
Do Grabiszyńskiej postanowiłem udać się przez Powstańców Śląskich. Tam ścieżka pomimo że od skrzyżowania ze Swobodną jest asfaltowa, to urywa się za hotelem Wrocław i zamienia w ścieżkę wyłożoną chodnikowymi płytami. Beznadziejnie.
Dalej, im bliżej „Sky Towera” nie oceniam bo trwają tam prace budowlane i ciężko tam iść a co dopiero jechać rowerem. Bocznymi ulicami przemieszczam się do Grabiszyńskiej na której za wiaduktem kolejowym (przy stadionie Śląska) już brak ścieżki dla rowerów. Jedzie się fatalnie, krawężniki pomimo że wyglądają jakby miały być na równi z ulicą to nie są i wystają sporo. Rower, a może bardziej koła, dostają na takich hopkach wystarczająco aby się zniechęcić do jazdy Grabiszyńską w stronę FATu. No chyba że ulicą.
Spotykamy się z Łukaszem pod FATem i pędzimy przez Klecińską. Tu jedzie się dobrze, ścieżka wydzielona wąskim pasem zieleni (nie licząc estakad), aż do Legnickiej. Tu czekamy swoje na przejściach, i pędzimy przez Milenijny. Za mostem już jest bardzo dobrze, jedziemy do obwodnicy Śródmiejskiej gdzie miejscami pędzę ponad 40km/h (nie z górki). Fakt że ścieżka jest z kostki, ale bardzo równa. Kręcimy dalej do Kamieńskiego, częściowo ulicą, częściowo ścieżką dla rowerów. Tu również ścieżka z kostki a krawężniki wystają. I tak do Bałtyckiej. Tam nie lepiej. Na pewnym odcinku jest niby ścieżka asfaltowa(!) ale chyba już zapomniana przez drogowców (kocie łby i takie tam „małe” dziurki). Teraz w stronę Kasprowicza. Ulica ma wydzielony pas dla rowerów, ale jak nawet zauważył Łukasz, krawężniki nie pozwalają na swobodne jechanie. No i chyba troszkę za wąska ta ścieżka jak na dwa mijające się rowery.
Dalej -Brucknera, Kochanowskiego -też częściowo ulicą, część chodnikiem. Dopiero przy moście Szczytnickim wjeżdżamy na ścieżkę dla rowerów. Równa, oznakowana -nic do zarzucenia.
Jedziemy teraz do grobli Zwierzynieckiej, potem kładka, Niskie Łąki i do Krakowskiej.
Krakowska po przebudowie niby zyskała ścieżkę dla rowerów, asfaltową nawet, ale miałbym swoje „ale” do jednego miejsca, gdzie robi się wąskie gardło tuż przy przystanku tramwajowym przed Praktikerem, gdzie często przechodnie robią sobie spacer ścieżką dla rowerów.
Wjeżdżamy na wiadukt nad Krakowską i kręcimy do Armii Krajowej. Tu ścieżka jest wydzielona pasem zieleni i żywopłotem (to kiedy on był przycinany?) i przez to jest strasznie wąska w pewnych miejscach. Mimo tego jedzie się całkiem dobrze, choć nie unikam też wpadek w dziury. Co innego skrzyżowanie Armii Krajowej / Bardzka. Cud, miód i orzeszki… Świeżo wyremontowane, jedzie się dobrze ale też, dalej, ścieżka jakby za wąska.
Tą ścieżką jedziemy Aleją Wiśniową do Powstańców Śląskich. Tu kończy się tak piękny odcinek, nawet równy, choć czemu wszędzie ta kostka?
Z Łukaszem obieramy inne warianty powrotu do domu. On przez Powstańców, ja do Grabiszyńskiej (znowu!).
To tylko krótka wycieczka po Wrocławiu. Ścieżkami lub ulicą. 45km po mieście to naprawdę wyczerpująca rozrywka. Niby ilość ścieżek z roku na rok się powiększa, ale czy idzie to w parze z jakością? Gdzieniegdzie pewnie i tak jak np. za Mostem Milenijnym. Ale są też rodzynki. Przy Granicznej gdzie powstało kilka kilometrów dróg dla rowerów, asfalt zrobił się bardzo wyboisty. I to w bardzo krótkim czasie od jego położenia. Kicha i tyle.
Bardzo dużo pisze się o tym jak to włodarze Wrocławia, budują te wszystkie „przyjemności” dla rowerzystów, ale mniej już o jakości wykonania. Czy jest szansa na poprawę?
Pozdrawiam,
LeszekK
Ciekawe linki:
http://www.tuwroclaw.com/wiadomosci,urzad-miasta-wiemy-ze-na-drogi-rowerowe-trzeba-4-razy-wiecej-niz-wydajemy,wia5-3266-8034.html
