I znów przez Wrocław, i znów przez wrocławskie dziury.
Tym razem postanowiłem sprawdzić (przy okazji) czy rzeczywiście nowo wybudowany stadion to jeszcze plac budowy. Po ostatnich doniesieniach o zmianie daty pierwszej imprezy, ciekawiło mnie dlaczego się nie odbędzie.
Pomimo że drogi dojazdowe (i rondo) są, to przy samym stadionie wciąż praca wre i stoją tam jeszcze maszyny budowlane. To od strony Królewieckiej. Z drugiej strony jadąc od Kosmonautów wygląda to jak piaskownica, tylko taka duża.
Co mnie jeszcze zaciekawiło? Znak na drodze rowerowej (fota po prawej).
Nie wiem jak interpretować ten znak. Zakaz wjazdu wszelkich pojazdów na drogę dla rowerów? Wydaje mi się że to pozostałość po budowie tego ronda, nie mniej może zaciekawić.
To tyle odnośnie stadionu.
Ponieważ pogoda dziś była przepiękna, szkoda było nie zrobić troszkę kilometrów.
Śmigam do Głównej, dalej Stabłowicka, Jeleniogórska do Marszowickiej i w lewo pędem do Lasu Mokrzańskiego. Ja przejechałem tylko jeden krótki odcinek w lesie, bo denerwowały mnie wszędobylskie komary i ważki(?). Nie mogłem na chwilę stanąć by uzupełnić płyny i spojrzeć na gpsa by nie zostać zaatakowanym przez to ustrojstwo. Ale obiecałem sobie że odwiedzę to miejsce raz jeszcze. Z lasu wyjeżdżam na Wilkszyńskiej i pędzę w kierunku Lotniczej. To tyle z przyjemnego szosowania. Dalej już przez miasto i dziurawe drogi dla rowerów. Na Gądowiance zatrzymuję się i podziwiam widok na Ślężę.
Mój aparat w Nokii niestety nie ma ‘zooma’ więc na focie nijako to wygląda. Ale miejsce dobre do obserwacji przy zachodzie słońca.
Z estakady kieruję się już do domu, zabierając po drodze z pracy moją Ewę.
Kilometrów zakręciłem tylko 55, ale po dwu tygodniowej przerwie od roweru, wystarczy.
Na koniec mapka trasy.
Pozdrawiam,
LeszekK
